Szkicownik myśli

Opis: 

Myśli natrętne, które nie pozwoliły zasnąć, które wyciągnęły spod kołdry, domagając się zapisania z tyłu notatnika.
Głębokie fascynacje i tymczasowe przekonania.
Słowa, które wypłynęły spod palców wartkim, niepowstrzymanym strumieniem.
Karkołomne metafory ukute przy myciu naczyń.
Teksty subiektywne, emocjonalne, przemyślane i zmyślone.

Wszystko to, co gatunkowo umyka definicji i co nie życzy sobie zamknięcia w szufladzie.

Treść: 

Mój wewnętrzny poeta rwie się napisać "wino skrzy się złociście w krysztale profilowanego kielicha", ale moje kieliszki każdy, nawet bardzo początkujący sommelier, uznałby za bluźnierstwo przeciw winu. Samo wino jednak, nawet w tak niegodniej oprawie, ma piękny kolor i pięknie pachnie. Późną wiosną, słońcem nabierającym odwagi, młodziutkim źdźbłem roztartym w palcach. Smakuje wyzwaniem, zwycięstwem. Toastem. A więc wznoszę go.

Za wspomnienia wywołujące uśmiech, za ludzi nieobecnych głównie przez mój upór i arogancję.
Za słowa, których nie powiedziałam nigdy, które utknęły mi w gardle.
Za przeprosiny, za wymówki, za rzeczy, których żałuję.
Za ludzi, którzy zawiedli, za ludzi, którym ufam.
Za wszystkie razy, kiedy powinnam była powiedzieć "nie".
Za chwile, z których jestem szczęśliwa, bo powiedziałam 'tak".
Za pijaną prawdę, za trzeźwe kłamstwa.
Za to, czego nie wiem i to, czego wiedzieć nie chcę.
Za tych, którzy zostali, wbrew rozsądkowi i moim słowom.
Za zbyt intensywne sny i nad wyraz spokojną rzeczywistość.
Za nadzieje, tak bardzo niebezpieczne.
Za tych, którzy uśmiechają się na widok deszczu.
Za melodie, które za nic nie chcą się odczepić.
Za wszystkich, którzy kiedykolwiek zasnęli wyczerpani płaczem.
Za pościel pachnącą tym ważnym, może najważniejszym, kimś.
Za słowa wyszeptane w ciemnościach.
Za każdy oddech wzięty bez pytania.
Za pocałunki nieśmiałe, radosne, niewinne i głodne. Za pocałunki, na które się nie odważyłam.
Za noce pijane tańcem i muzyką.
Za dni pachnące malinową herbatą i książką.
Za nas.
Za Ciebie.

Łyk ostatni, toast ostatni, zawsze ten sam, zawsze z uśmiechem. Bezgłośnie.

Za mnie.

Wpisy

No Avatar
susie9 on śr., 10/24/2018 - 22:01

Otulenie płaszczem chłodnym i drapiącym w kark. Mróz kłujący w oczy, wciskający się pod wełniane rękawiczki. Ściągam rękawiczki, żeby poszukać Twoich dłoni, ale Ty ich nie dotykasz. Ty trzymasz się od nich z daleka. A ja nie odważam się szukać.

Szadź na drzewach. Gałęzie zwieszające się bezwiednie, tworzące swego rodzaju osłonę przed mlecznym niebiem. Mróz smaga moje dłonie, liże wysuszone palce i zniszczone paznokcie. Nie szukasz moich dłoni, nie pragniesz mojego dotyku.

Zrewolucjonizowałam swój sposób działania. Zrewolucjonizowałam swój sposób myślenia. Od nerwowej i niepewnej myśli, od umykającego marzenia przechodzę do drżących czynów. W mrozie, na śniegu, w asyście czarnych wron dziobiących biały puch za naszymi plecami, bezwiednie poszukuję chłodnymi dłońmi Twoich.

Nie czuję Twoich palców, a Ty nie czujesz moich. W Twoich oczach widzę chłód otaczający nas wokół, a Twój dotyk jest obojętny i bezwyrazowy, nie stanowi odpowiedzi na moje nieśmiałe pytanie. Spuszczam głowę w rezygnacji. A potem ją unoszę, odważnie patrzę Ci w oczy. Przełykam ślinę, chcąc coś powiedzieć, wydusić z siebie słowa, które powinny wybrzmieć dawno temu...

Ale najpierw dostrzegam to w Twoim spojrzeniu. Dostrzegam w nich zupełny brak uczuć, których tak bardzo pragnę. Dostrzegam nicość, która wszystko wyraża, która mnie machinalnie odpycha... Bezwiednie puszczam Twe chłodne palce, cofam się i potykam. Upadam na śnieg, przestraszone wrony odfruwają.

Nie schylasz się, żeby pomóc mi wstać.

Filtered HTML

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

No Avatar
Therine on śr., 10/24/2018 - 22:02

Termiczny kubek malinowej herbaty z kardamonem i myśli. Dużo myśli. Jeszcze więcej jedynie zarysów myśli. One męczą najbardziej. Irytują najmocniej. Inspirują najgłębiej.

Odra. Brudnobrązowa, niebieska tylko iluzorycznie, próżnie odbija w sobie niebo. Niemal czyste. Błękitne niebo i brudna Odra. I śnieg wczorajszy, przechodzony, ale biały. Zawsze biały. Śnieg mrozi mi palce u stóp, słońce pozoruje zainteresowanie dzisiejszym dniem. Długopis w moich palcach, wystukujący rytmicznie kolejne słowa, unosi brwi nielicznych przechodniów.

Zasnęłam wczoraj późno, bardzo późno. Morfeusz walczył chwilę z natrętnymi myślami, ale kiedy zorientował się w liczebności przeciwnika, postanowił przeczekać na z góry upatrzonych pozycjach. Zanim wrócił, przemieliłam przez żarna dociekliwości cały ostatni weekend. Doszłam do wielu wniosków, podjęłam decyzje, cztery, i zadałam sobie dziesiątki, może setki pytań. Jedno  z nich zadałam dawniej i mniej dawnie różnym ludziom którzy choć na chwilę pojawili się w moim życiu. Każdą z odpowiedzi zapisałam wyimaginowanym ołówkiem na wyśnionej kartce w kratkę i odłożyłam w kącik umysłu. Ale zanim zdążyłam je posegregować zamknęła się wokół mnie klatka Twoich ramion i pytania uciekły spłoszone.

Od rana uśmiecham się do siebie. Jest mi lekko. Czuję się naładowana. Kompletna. To przerażające jak bardzo moje emocje, moja psychika są uzależnione od prostego dotyku. To niemal straszne jak wiele może zmienić sen w czyichś objęciach. To niesamowite jak pojedyncze dotknięcie potrafi wywabić czarne chmury z mojego umysłu. To niesamowite jak bardzo czuję się wypoczęta, przede wszystkim psychicznie.

Dziękuję.

Filtered HTML

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

No Avatar
Therine on śr., 10/24/2018 - 22:03

To zdanie wywołuje identyczną reakcję za każdym razem, kiedy rozmowa schodzi na tematy związków.
- Jak nie masz? Musisz mieć. Każdy ma. - I widzę po oczach, że mózg nie ogarnia.
- Ja nie mam. - W tej chwili system ostatkami sił broni się przed awarią.
- Jacy faceci ci się podobają? – Wzdycham, przeczuwając co nastąpi za chwilę, ale odpowiadam spokojnie:
- Najczęściej rozczulają mnie duzi chłopcy, taki Fragione, czy Grey Gubler na przykład. Ale Gyllenhaala, czy tego, no... Butlera też bym z łóżka nie wygoniła.
- No widzisz! – system radośnie unika awarii o milimetry – Masz ideał. Każdy ma.
- Nie mam.
- Noż kur... – frustracja zaczyna osiągać poziom niebezpieczny – Ale z łóżka byś nie wygoniła?!
- Z łóżka nie, ale z życia? Czy ty myślisz, że taki Gyllenhaal mi wyczyści kibel? Albo zrobi pranie? On się do pomacania klaty i podziwiania buźki nadaje, do łóżka. Ale do ideału mu daleko.
- To może chociaż charakter? – mózg czepia się ostatniej deski ratunku. – Jaki ma być twój facet z charakteru?
- Jeśli będzie mi się z nim dobrze dyskutować i kłócić, to reszta jest do przyjęcia.
- I jak będzie gruby, brzydki i nudny to olejesz?! – Sarkazm niemal wlewa mi się do piwa. Wzdycham ponownie.
- Ja chuda nie jestem, będzie motywacja, żeby razem się wziąć za siebie. Brzydkich ludzi nie ma, każdy jeden ma przynajmniej jedną piękną rzecz. Ty masz na przykład śliczny wykrój ust – nie umiem powstrzymać się od wbicia szpili. – A jeśli będzie umiał dyskutować, to z automatu nie będzie mógł być nudny.
Piękne wargi wyrzucają z siebie oburzone prychnięcie.
- Ty faktycznie jakaś dziwna jesteś. – I koniec rozmowy.

Naprawdę nie umiem zrozumieć dlaczego ludzie prawie mi obcy próbują mi udowodnić, że ja ten ideał mam, tylko sobie z tego nie zdaję sprawy, albo chcę go ukryć. Rozumiem ideę ideału. Ale jesli 'ideał' wygląda tak: "normalna, skromna, wrażliwa, komunikatywna, w sferze wyglądu chuda/szczupła" a z wad może być lekko uparta, mieć lekkie kaprysy i może nawet palić [to jest autentyczny opis] – to pozostaje mi jedynie życzyć szukającemu powodzenia. Dużo powodzenia. Znam dużo kobiet, żadna nie spełnia więcej niż czterech z tych wymagań. Ja spełniam dwa. Góra trzy [bo pojęcie 'normalny' jest dla mnie pojęciem tak ambiwalentnym,  że albo nikt albo wszyscy się łapią]. Nie twierdzę, że nieposiadanie ideału to wspaniałe wyjście, bo też jestem sama. To nie jest tak, że ja nie mam wymagań i przyjmę pod swoje skrzydła wszystko jak leci. Ale z takim szablonikiem ideału musi być nieziemsko trudno. Przecież co przyłożysz ten szablon do żywej osoby to zawsze coś będzie tu wystawać a tu będzie brakować. To ja już wolę pogadać chwilę z tym rudzielcem z zajęczą wargą i jadowicie zielonymi oczami. Ładne ma te oczy.

Filtered HTML

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

No Avatar
susie9 on śr., 10/24/2018 - 22:05

Pod palcami wyczułam chropowatą powierzchnię, zacisnęłam zęby, uniosłam się na łokciu. Leżałam w przestronnej sali, podpierając się na stole o sfatygowanym blacie. Z czoła ciekła mi strużka krwi, może rozbiłam głowę, może w ogóle straciłam pamięć, bo za nic nie mogłam sobie przypomnieć, jaki jest dzień tygodnia i jak ma na imię moja matka chrzestna.

W sali nie było ani jednego okna, więc kiedy wnętrze wypełniło się porażającym światłem, rozsądek nie był w stanie dać mi racjonalnego wytłumaczenia tego niespodziewanego zjawiska. Coś świsnęło mi koło ucha, a następnie światłość skupiła się po przeciwległej stronie stołu.

Wytężyłam wzrok. To była jakaś postać, w lśniącej białej sukience z jedwabiu, w bielutkich pantofelkach.

- Kim jesteś? - zapytałam nieswoim głosem. Czy to znaczyło, że byłam we śnie?

- Na imię mi.. Mgphgihjgfj - odparła istota miękkim, szeleszczącym głosem, odrzucając jednocześnie do tyłu lśniące jasne włosy. - Przybywam, by cię uświadomić.

- Uświadomić w czym? - niechętnie wstałam, otrzepując przybrudzone rurki w czerwoną kratę. - Czuję się świetnie. Czuję się naprawdę fantastycznie, to jeden z... Najprzyjemniejszych snów, jakie kiedykolwiek miałam.

- To nie jest sen - zastrzegła tajemniczna istota.

- Doprawdy, ....? - w tym momencie zdałam sobie sprawę, że wciąż nie znam imienia istoty, która wymówiła je zbyt niewyraźnie. - Przepraszam, czy możesz powtórzyć swoje imię?

Mgphgihjgfj - odparła usłużnie.

- Nie rozumiem - wbiłam w nią poirytowany wzrok, ale szybko musiałam go odwrócić, bo jej światłość była zbyt porażająca.

Mgphgihjgfj - powtórzyła.

- Po prostu powiedz, jak mam się do ciebie zwracać - rzuciłam, czując narastającą irytację.

- Nakropka - powiedziała wyraźnym, czystym głosem.

- Cieszę się, że się rozumiemy, Nakropko - powiedziałam nieco bardziej spokojnym głosem. - A teraz możesz mnie uświadomić.

Nakropka usiadła po turecku na stole, przejechała jasną dłonią po jego chropowatej powierzchni i mruknęła, niby od niechcenia:

- Nie chcesz już kochać.

- Nigdy nie kochałam - zaprotestowałam szybko.

- Wiem. Ale nie chcesz już... W ogóle.

Zmarszczyłam brwi, przyglądając się jej uważnie.

- Cokolwiek o tym wiesz... No, po prostu stwierdziłam, że na razie jest mi to absolutnie niepotrzebne. Nie obrastam w obojętność, tylko w...

- Nieprawda - zaprotestowała Nakropka. - Stajesz się zimna jak lód, gładka jak tafla niewyjeżdżonego lodowiska, sama jak sopel lodu.

- Nie. Po prostu... Chcę się poczuć wolna. Wolna od wszelakich zobowiązań. Nie potrzebuję kryć się w cieniu czegoś, co przejmuje nade mną kontrolę, sprowadza mnie na złą drogę - wytłumaczyłam wolno.

- I sądzisz, że ominięcie problemu i zapomnienie o całej sprawie - właściwie o burzy, jaką rozpętałaś - całkowicie rozwiąże twoje dylematy?

- Ależ ja nie mam żadnych dylematów.

- Tylko próbujesz to sobie wmówić.

- Nieprawda - opadłam bezwiednie na posadzkę, westchnęłam. Skoro to nie był sen, jakim cudem znalazłam się w tym miejscu?

- Potrzebujesz kogoś. Każdy kogoś potrzebuje - powiedziała łagodnie Nakropka. Poczułam jej ciepłą dłoń na swoim odkrytym ramieniu.

- Ale nie teraz - zaznaczyłam.

- Chciałam ci uświadomić, że tak żyć się nie da - Nakropka otoczyła mnie świetlistymi ramionami, koniuszki jej jasnych włosów dotknęły mojej szyi. - Chciałam ci uświadomić, że ludzie muszą mieć kogoś do kochania, nawet jeśli są sami i nieszczęśliwi.

- Ale ja nie jestem ani sama, ani nieszczęśliwa. A jeśli ktoś ma kogoś do kochania, nie może być nieszczęśliwy.

- Właśnie - nie patrzyłam na nią, ale wiedziałam, że się uśmiechnęła. Łagodnie i ślicznie, bo przecież całą sobą reprezentowała uosobienie piękna. - To miałam ci uświadomić.

Ciepło powoli się oddalało, odwróciłam głowę.

- Powiedz mi tylko... Jeśli to nie jest sen, to co?

- Jesteś świadoma - powiedziała tylko. Zmarszczyłam brwi.

- Spotkam cię jeszcze kiedyś?... - zapytałam cicho.

Nakropka uśmiechnęła się delikatnie, zaszeleściła śliczną sukienką i zniknęła. Zrezygnowana, oparłam łokcie na chropowatym blacie stołu.

Filtered HTML

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

No Avatar
Therine on śr., 10/24/2018 - 22:10

Melancholia to ładny wyraz. Brzmi w moich ustach jak nazwa egzotycznego kwiatu o mięsistych, bladoróżowo-białych płatkach i trującym wnętrzu.  Piękne słowo kryjące toksyczny smuteczek. Małą drzazgę smutku, powierzchownie wbitą w serce. Takie nic, a jednak niedające o sobie zapomnieć.

Melancholia to częsty gość w moim domu. W moim umyśle. Nauczyłam się ją ignorować, a kiedy stanowczo odmawia – wykorzystuję ją jako inspirację. Do tworzenia. Moim medium najczęściej jest wirtualna kartka papieru, ale ostatnio zaprzyjaźniłam się z igłą, nylonową nitką i drobniutkimi koralikami. I wplatam swój smuteczek, swoją drzazgę w kolejne rzędy koralików. Więżę melancholię w sieciach ściegów, w siatkach wzorów, w mnogości barw.

Lubię zajęcia, które wymagają precyzji, czasu, cierpliwości. Nie wiem, czy lubię je wbrew swojej cholerycznej naturze, czy właśnie z powodu jej istnienia. Ozdobienie lukrowymi wzorkami kilkuset ciastek, obrabianie wzorów pod nadruki, stworzenie niewielkiej bransoletki z prawie tysiąca koralików – w czynnościach powtarzalnych, automatycznych umiem odnaleźć własne myśli. Nie jestem szczególnie uzdolniona artystycznie, rysowanie czy malowanie to dla mnie czarna magia, ale dajcie mi ścisłe wytyczne, monotonną do znudzenia czynność i obudzi się moja muza i przegoni melancholię.

Muzy i melancholie. Ekscentryczne stworzenia. Czy aby na pewno różne?...

Filtered HTML

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <blockquote> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Nowe wpisy

Truskawki w śmietanie
Truskawki w śmietanie
Babiniec. Czyli gdzie ci mężczyźni
Szkicownik myśli
Szkicownik myśli
Szkicownik myśli
Thor: Mokry świat
Jeszcze tylko raz